4 rzeczy, których nienawidzę, będąc kobietą

/
21 Comments

Być kobietą nie jest łatwe. Jeśli myślisz inaczej, to zapewne jesteś mizoginem. Przeciętny facet wie, że to ciężka harówka. Abstrahując od fizjologii - hormonów, miesiączki, większego zapotrzebowania na żelazo, menopauzy - na którą nie mamy wpływu, na posiadanie dwóch chromosomów X składa się o wiele więcej. Są natomiast cztery natury zewnętrznej, które wkurzają mnie wybitnie:


#1 Depilacja. Koszmar. Jak jeszcze do nóg może się człowiek przyzwyczaić, to brwi są prawdziwą gehenną. Należę do grona kobiet, o których ewolucja zapomniała przy etapie „redukcja owłosienia” i gdybym nie zadbała o swoje nadocze, to ludzie braliby mnie pewnie za kuzynkę sowy. To, że wyrywanie boli jak cholera, to jedno, ale czemu te włoski pojawiają się znienacka?! Wieczorem patrzysz w lustro, wyglądasz jak milion dolców, a rano jesteś o krok od tego, żeby zaplatać na nich warkocze… Ponadto, przy wyrywaniu trzeba niesamowicie uważać. Jeden fałszywy ruch i możesz skończyć tak:

Fotografia dzięki bogactwu wyszukiwarki http://google.pl

#2 Makijaż. Oczywiście możemy z niego zrezygnować. Głównie wówczas, gdy chcemy nagrać kolejną serię The walking dead z reakcjami na żywo ludzi w tramwaju czy pracy. W innym przypadku dobrze jest ukryć nieprzespaną noc, zjedzone wczoraj chipsy i pamiątki po młodzieńczym trądziku. Teoretycznie nic w tym trudnego – kilka mazideł, pędzle albo palce, tusz do rzęs i voilà! Teoretycznie. Kiedy uda mi się wstać na tyle wcześnie, żeby postarać się o elegancką facjatę, zaczynam od podkładu. W tym właśnie momencie moja cera niegdyś tłusta, informuje mnie, że zmieniła front – podkład w cudowny sposób podkreśla każdą wysuszoną skórkę. Ścieram więc ten nochal, smaruję kremem i zaczynam od początku. Nie jest dużo lepiej. Ignoruję, pierwsza tragedia za nami. Pora na oko – piękna kreska nad linią rzęs ala Audrey Hepburn. Albo wąż o różnej długości, który wije się przez pół powieki i unosi na końcu w różnych kierunkach. Dla zwieńczenia tragedii zwykle albo wkładam sobie szczoteczkę od tuszu do oka, albo maluję sobie końcówką sutą, czarną kropkę na nosie.

#3 Paznokcie. Albo za krótkie, albo za długie, albo tipsy, albo wypada pomalować. Jeśli już się człowiek (czyli kobieta) zaprze na zapuszczanie – zdąży się złamać zaraz po wykiełkowaniu, więc o żadnej fazie strzelania w źdźbło nie ma mowy. Lubią też się rozdwajać – najlepiej tak, żeby dało się ściągnąć pierwszą warstwę do połowy płytki, perfekt. Pora więc na przykrycie ich nieskazitelnej urody lakierem: zawsze pomaluję sobie skórki, zawsze dotknę któregoś za szybko i zawsze Mąż chce wtedy ode mnie coś niesłychanie pilnego. Tak jakby miał radar na ten moment, w którym jestem bezbronna. Gdy już jakimś cudem uda mi się dobrnąć do samego końca i cieszę się pięknymi dłońmi – w kuchni czeka na mnie cała sterta garów. Dodam tylko, że nie posiadam zmywarki.


#4 Opuchnięte stopy, pończochy i biustonosz. Pierwsze doprowadzają mnie do furii tylko w dwóch sytuacjach: 1) gdy kupujesz buty, które na drugi dzień okazują się za duże i 2) gdy chcesz wyglądać jak Marilyn Monroe, a Twoje palce u stóp jak kiełbaski francuskie; do tego pieką cholernie w tych cudnych pantofelkach na obcasie za trzysta złotych. Pończochy i rajstopy to jedno cholerstwo – dziura zawsze pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie, w najmniej oczekiwanym miejscu i zawsze znienacka. Biustonosz natomiast to wynalazek szatana. Mimo tego, że dzięki niemu Twój biust wygląda jak z żurnala, a u niektórych w ogóle dzięki niemu pojawia się jakikolwiek zarys, to uwiera, trzeba dobierać kolor do bluzki i przenigdy nie odpinać ramiączek, bo się ich później nie znajdzie.


A Wy macie jakichś wyjątkowych, kobiecych ULUBIEŃCÓW? ;-)


You may also like

21 komentarzy:

  1. biustonosz i pończochy mogą iść do lamusa, z makijażem się dawno pożegnałam i zbieram kurz na kosmetyczce, a paznokcie - obgryzam. tylko brwi to koszmar... :) zawsze mi się kichawa załącza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już kichanie mam z głowy, ale zawsze się intensywnie wzruszam :P

      Usuń
  2. NIE odpinać ramiączek! Mam na to sposób. Już teraz kupuję staniki z ramiączkami, które nie są odpinane. :D Przynajmniej zmniejszyłam swoje wydatki (co prawda groszowe, ale jednak niepotrzebne) na dodatkowe ramiączka albo inne silikonowe na zmianę.
    Ale wszystko inne uwielbiam. Pończochy mi się jakoś tak często nie niszczą, ale rajstopy to zło wcielone... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie rajstopy i strzelają zawsze w najmniej odpowiednim momencie np. ostatnio przed egzaminem oko jak stąd do wieczności....:D

      Usuń
  3. Paznokcie zło wcielone :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O brwiach mogę powiedzieć to samo.
    Lakier - polecam raz na 2-3 tygodnie iść do kosmetyczki na hybrydę - o wiele wytrzymalsze i coś robisz dla siebie :).
    Rajstopy i pończochy - rajstopy ubieram tylko zimą lub na koncerty zespołowe, na co dzień używam pończoch - nie wkurzają mnie ale ostatnio co ubiorę to dziura na paluchu mi się robiła ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę hybryd ze względu na "fach" :(

      Usuń
  5. Na szczęście depilacja teraz dotyczy również mężczyzn, co prawda nie brwi i nóg, ale cała reszta już tak, więc jesteśmy z nimi prawie kwita. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahaha <3 cudowny artykuł :D przezabawny i tyle w nim prawdy ;) osobiście dodałabym jeszcze PMS, który powoduje zmiany nastroju i niechęć do wszystkich i do wszystkiego i ogólnie.. jest ciężki do zniesienia zarówno dla nas, jak i dla innych.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chyba polecę standardem - nienawidzę PMS. Nie jestem sobą wtedy, nie znoszę się, mam ochotę wyjść z siebie, męcze się strasznie ze sobą i męcze otoczenie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo. Mąż doprowadza mnie wtedy do szału. :D

      Usuń
  8. Oczywiście ,,te dni są najlepsze". Czekam na nie z utęsknieniem przez cały miesiąc..

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje mi się, że można to podsumować w ten sposób: jak się jest kobietą to trzeba za dużo o siebie dbać ;) jakbym miała robić wszystko co "wymaga się" od kobiety toby mi dnia nie starczyło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego nie ma się co dziwić, że "Supermenka" Kayah zrobiła taką furrorę :D

      Usuń
  10. Tak, depilacja to okropny rytuał. No, ale bez tego ani rusz chyba, ze chce się wyglądać jak Czubaka z Gwiezdnych Wojen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem myślę, że mam z nim jakieś wspólne korzenie...

      Usuń
  11. Lata regulowania brwi i malowania paznokci + frustracja z tym związana spowodowały, że postanowiłam się przestać denerwować i powierzyć w ręce specjalistek. Okej, trzeba za to zapłacić, ale wiecie co - czas, który musiałam poświęcić na samodzielne zabiegi i denerwowanie się przy tym zastąpiłam wizytami w gabinetach raz na jakiś czas i mam święty spokój. A poza tym chłopak się ze mnie nie śmieje jak kolejny raz zmywam ten sam paznokieć, bo w coś ciapnęłam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie najgorsze jest to, że musiałabym chodzić do kosmetyczki co trzy dni, a najzwyklej (abstrahując od pieniędzy) nie mam na to czasu!

      Usuń
  12. Ale się usmiałam z tych twoich problemów! Ja z nich wszystkich mam tylko depilację, bo się nie maluję, paznokcie mam zdrowe i wystarczy je raz na dwa-trzy dni pomalować a i cała reszta jakoś mnie omija.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wyjątkowo pokochałam biustonosze dzięki brafittingowi - polecam! :)
    Natomiast paznokcie i spuchnięte stopy to zdecydowanie moi "faworyci", zwłaszcza, że jestem w ciąży i pomimo że upały się skończyły, pod koniec dnia palce moich stóp wyglądają jak serdelki.

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ!

Obsługiwane przez usługę Blogger.