Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trips&Places. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trips&Places. Pokaż wszystkie posty

O tym, że emigracja nie jest dla nas, wspominałam już w poście o Lizbonie. Mówiłam też, że jest ona jednym z niewielu miejsc na świecie, w których czysto teoretycznie mogłabym mieszkać. W szeregu za nią ustawia się także holenderska stolica. Miasto zupełnie mnie porwało - mimo tego, że musiałam przezwyciężyć swoją największą fobię, czytaj: rower. Jeśli wydaje Ci się, że nie ma na świecie ludzi, którzy nie potrafią jeździć rowerem, a już na pewno nie ma takich, którzy się go boją, to witam. To straszne zwierze z dwoma pedałami, kołami i kierownicą jest moją największą traumą z dzieciństwa, przyrównywaną przez niektórych do Diabła Piszczałki albo Buki z Muminków. Możesz wyobrazić sobie małą dziewczynkę z cebulką na głowie, krwawiącym kolanem i porysowanymi przez asfalt lakierkami na nogach. W ten właśnie sposób skończyła się moja przygoda z nowiuśkim BMXem. Kolejna zaczęła się dopiero ze starym holendrem w Amsterdamie. Bo tak jak we Francji musisz spróbować bagietki, a we Włoszech pizzy, to tak w Holandii koniecznie musisz wsiąść na dwa kółka.


Czego możesz się spodziewać w Amsterdamie oprócz Dzielnicy Czerwonych Latarni i Coffee shop'ów?

Jeśli chcesz spotkać jedne z najlepiej ubranych europejek - jedź do Amsterdamu. Położyły wszystkie kobiety Europy Zachodniej na kolana! Można spotkać najnowsze trendy prosto z wybiegów, a także mnóstwo indywidualności w stylu vintage, boho, grunge i wielu innych!

Jeśli chcesz pozbyć się samochodu i przerzucić na dwa kółka - jedź do Amsterdamu. Polityka prorowerowa jest widoczna na każdym kroku i wcale nie przesadzam - w mieście jest mnóstwo dróżek rowerowych, zakazów wjazdu (za wyjątkiem rowerów, oczywiście), parkingów dla rowerów lub miejsc, gdzie możesz je wypożyczyć. Cykliści mają dużo większe prawa niż kierowcy samochodów ;-)


Jeśli chcesz zobaczyć piękną architekturę miasta z tymi wąskimi, wysokimi kamienicami - jedź do Amsterdamu. Momentami możesz poczuć się jak w Gdańsku... ;-) Całe miasto jest niesamowicie zadbane, klimatyczne i piękne. Prawdziwy raj dla miłośników zabytków, których jest ponad siedem tysięcy! Można spotkać XIII, XV czy XVII-wieczne kościoły, najstarszy ogród zoologiczny z Holandii czy dom Gildii handlu winem z 1633 roku.

Jeśli jesteś miłośnikiem muzeów, to jedź do Amsterdamu. Znajdziesz ich tam prawie czterdzieści! Oprócz klasycznych galerii, Centrum Nauki czy Zoologii, możesz też spotkać Muzeum Haszyszu, Marihuany i Konopii, Muzeum Torebek,  a nawet Łodzi Mieszkalnych. Ja wspominam szczególnie Dom Anny Frank przez niezwykłą historię tej dzielnej nastolatki, która podczas wojny przez dwa lata ukrywała się wraz z rodziną w dawnej oficynie. Wszystkie przemyślenia, uczucia i przeżycia opisywała w niezwykle wzruszający sposób  w dzienniku, z którego najważniejszym zdaniem jest: "Nadal wierzę, że ludzie są z natury dobrzy"...
 

Jeśli chcesz spędzić wolny czas na łonie natury, w otoczeniu cudownego parku - jedź do Amsterdamu. Możesz wybrać się na piknik albo pobawić z dziećmi na placu zabaw wewnątrz genialnego VondelPark, możesz pomoczyć nogi w sadzawce, pojeździć rowerem, biegać albo karmić zwierzęta. To właśnie tam spotkaliśmy też ciekawe osobowości.. ; -)




Jeśli chcesz spędzić kilka godzin w otoczeniu kwiatów - jedź do Amsterdamu. Na Bloemenmarkt (Targu Kwiatowym) można stracić rachubę czasu, biegając między cebulkami roślin, wybierając kolejne do własnego ogrodu. Przywiozłam pół kufra tulipanów dla najbliższych - widzieliście je kiedyś w wersji czarnej albo chabrowej? Są absolutnie wyjątkowe! Do innych równie popularnych targów należą Dappermarkt, gdzie większość produktów kosztuje 1 €, Waterlooplein z odzieżą używaną, Noordermarkt z holenderskimi smakami i etykietką "eko".


Jeśli chcesz mieszkać w domu na wodzie - jedź do Amsterdamu. Może chociaż popływać łódką po jednym z kanałów? Jedź do Amsterdamu. Nie ma z tym najmniejszego problemu, prócz tego, aby wybrać jeden ze stu sześćdziesięciu znajdujących się w mieście. Do normalności należy też kilkukrotne pływanie promem w ciągu dnia, jeśli akurat pracujesz w miejscu, które oddzielone jest od Twojego miejsca zamieszkania...kanałem. Na co dzień moim miejscem zamieszkania jest miasto, które ma tylko niewielki zalew nienadający się do kąpieli, więc tym bardziej urzekł mnie wszechobecny Amstel. Na airbnb.com znajdziecie mnóstwo ofert z noclegami na wodzie - od skromnych po naprawdę ekskluzywne łodzie. Zobaczcie sami:


 Jak Wam się podoba? Byliście? ; -)
 
Wielokrotnie dostaję wiadomości z pytaniami o nasz ubiegłoroczny wyjazd - począwszy od tego jak się zabrać do zorganizowania, poprzez to, co może spotkać nas w Europie, aż do wskazówek ogólnych dotyczących miast. Informacje na temat noclegów są jednymi z najbardziej interesujących wśród osób, które planują wakacje i dziś chciałam zebrać w telegraficznym skrócie to wszystko, czego samej udało mi się doświadczyć. Jeśli chodzi o klasykę gatunku, czyli hostele i hotele, to nie będę się nad tym rozwodzić. W kategorii pierwszej po prostu nie mam doświadczenia, natomiast druga jest tak obszerna, że można by strzelić niezłą epopeję na temat różnych możliwości, przedziałów finansowych i bajerów, które można tam spotkać, w zależności od preferencji. Pozostałe to te, z których sami chętnie korzystamy, a które może i Wam wydadzą się fajną opcją na spędzenie majówki czy wakacyjnego wyjazdu.




Camping

Jako wielka fanka campingów mogłabym rzucać pamflety, chociaż nie zawsze ma to same plusy. Mieliśmy okazję spać na tych w wersji "ekskluziw" w Europie Zachodniej jak i na zapyziałym polu w Czarnogórze, gdzie standard toalety (jeśli to pomieszczenie naprawdę można nazwać toaletą) wołał o pomstę do nieba. Jeśli chodzi o tę bardziej rozwiniętą część naszego kontynentu, to campingi są po prostu wypasione: podzielone miejsca odgrodzone od pozostałych, bezpośredni dostęp do elektryczności, WiFi, ultraczyste i ultrazadbane łazienki, sklepy, miejsca do grillowania, place zabaw dla dzieci, kryte baseny, SPA (!) i inne cuda na kiju. W okresie wakacyjnym są wypchane po brzegi i możecie spotkać tam mnóstwo rodzin, które przyjeżdżają camperami z całym ekwipunkiem i spędzają tam np. cały miesiąc.

Cena: spora rozpiętość: dla przykładu - pole namiotowe pod Bordeaux - 15 euro za nas dwoje, namiot, podłączenie do elektryczności, zużycie wody, motocykl. To samo pod hiszpańską Malagą już 35 euro (!). W przypadku wspomnianego już wcześniej campingu w Czarnogórze, warunki były o wiele gorsze i mogliby się wiele nauczyć od Zachodu, jednak tam wszystko kosztowało nas bodajże 9-10 euro (trzy lata temu). No i mieszkaliśmy 20 m od morza, co wiele wynagradzało ;-)

Bezpieczeństwo: Na świecie są ludzie i ludziska, wiadomo. Jednak do tej pory nocowaliśmy na campingu w Czarnogórze, Szwajcarii, Holandii, kilkukrotnie we Francji, Hiszpanii i nigdy nie zginął nam nawet 1 cent; nigdy nie spotkały nas żadne nieprzyjemności.

Info praktyczne:
  • na południu Hiszpanii trochę inaczej wygląda tryb dnia - do godziny drugiej w nocy wszystko żyje (łącznie z małymi, biegającymi dziećmi), natomiast godzina dziewiąta-dziesiąta rano, to jeszcze środek nocy i na całym campingu nie widać żywej duszy (jeśli spotkacie błąkających się Polaków w spodniach motocyklowych, którzy w pośpiechu myją zęby, to możemy być to my! :D).
  • w Austrii spotkaliśmy się z ciszą nocną - po 22 obowiązuje zakaz rozbijania namiotów, wjeżdżania motocyklami, camperami itd., żeby nie zakłócać spokoju gości. Warto wziąć pod uwagę przy planowaniu przyjazdu.
  • podstawą nocowania na campingu jest dobry namiot, karimata i śpiwór.  




Couchsurfing.com 

O co chodzi? Couchsurfing to portal, na którym po rejestracji i weryfikacji, można szukać hostów, czyli osób, które przenocują nas u siebie; wszystko za darmo. Można kierować zarówno pytania otwarte i czekać na zgłoszenie, jak i pisać personalnie do konkretnej osoby, co sprawdza się o wiele lepiej. Korzystaliśmy w tym roku po raz pierwszy z tego typu noclegu i okazał się strzałem w dziesiątkę. Poznaliśmy genialnych ludzi, z którymi mamy kontakt do teraz. Z Chrisem jeździliśmy na wieczorne pikniki z przyjaciółmi na plaży w Cannes, a do południa korzystaliśmy z basenu na jego zamkniętym osiedlu, Ben oprowadzał nas nocą po Paryżu, a rano zostawiał przygotowane śniadanie z miłymi notatkami i wskazówkami na resztę dnia. Piliśmy poranną kawę z mówiącą po niemiecku rodziną Anny mieszkającej na granicy włosko-szwajcarskiej i próbowaliśmy tradycyjnych smaków Portugalii dzięki Jose i jego przyjaciołom.


MINUSY
  • szukanie hosta powinno odbyć się ze sporym wyprzedzeniem, przede wszystkim w okresie wakacyjnym, kiedy dostają oni masę pytań, szczególnie w takich popularnych miejscach jak np. Cannes czy Barcelona. Czasem może okazać się, że wyślecie dziesiątki zapytań i nie znajdziecie nikogo.
  • nadaje się to bardziej do kilkudniowych wizyt, niż do całego pakietu wakacyjnego.
  • uzależniamy się od ludzi i niejako jesteśmy zdani na ich łaskę, musimy dopasować się do ich warunków. Nie wszyscy zostawią Wam klucze od mieszkania, nie każdy będzie miał ochotę na spędzanie z Wami czasu i wieczorne pogaduszki. Nie każdy też wywiąże się z umowy - taka sytuacja spotkała nas z hostem z Berlina, który na tydzień przed naszym przyjazdem po prostu przestał się odzywać, nie odpisywał ani nie odbierał telefonu. 
  • wiele osób ograniczają warunki mieszkaniowe, stąd nie zawsze mają możliwość przyjęcia dwóch (o większej ilości nie mówię) osób, nie wszyscy też życzą sobie dzieci. 
  • jeśli ktoś liczy na apartament 5 gwiazdek i służbę, to nie jest to opcja dla niego ; -)


PLUSY
  • nocleg za darmo, czasem śniadania i kolacje, ale to już zależy od hosta
  • możliwość spotkania genialnych ludzi, poznawania nowych kultur, krajów z zupełnie innej perspektywy niż ta, którą oferują nam hotele z basenem. Doświadczenie, którego nie da się zapomnieć.
  • mnóstwo cennych wskazówek od hostów dotyczących zwiedzania miasta, gdzie iść zjeść, co zobaczyć, co lepiej sobie darować czy jak przemieszczać się komunikacją miejską.






Airbnb.com

O co chodzi? Przykładowo: masz w mieszkaniu wolny pokój. Oferujesz go jako nocleg krótkoterminowy za pieniądze. Ty masz zysk, osoba korzystająca tańszy niż w hotelu nocleg. Tu rozrzut finansowy jest równie duży, ale to zależy (jak w przypadku hoteli) od Waszych preferencji. Jeśli zależy Ci na pięknym apartamencie z widokiem na morze w genialnej dzielnicy turystycznej miejscowości, to nie ma się co czarować, że załatwisz to za dziesięć euro. Sam portal jest bardzo dobrze zorganizowany i znajdziesz tam odpowiedzi na wszelkie nurtujące Cię pytania; możemy ustawiać preferencje cenowe, dzielnice miasta, opcje, które dane miejsce musi spełniać.

MINUSY
  • opcja płatna. Nie wiem czy można potraktować to jako jakiś wielki minus, jeśli jednak ktoś patrzy z perspektywy wersji "cheap", to jest to pewnego rodzaju wydatek.
  • portal również pobiera opłatę niejako za pośrednictwo między Tobą a gospodarzami nieruchomości, przez co kwoty są nieraz wyższe.
  • doliczana jest opłata za sprzątanie pokoju. 
  • niektórzy oczekują kaucji, jednak to dotyczy raczej tych ekskluzywnych noclegów.

PLUSY
  • taniej niż w hotelu
  • kwoty czasem porównywalne do hosteli, ale jednak w pokoju jesteśmy sami
  • niesamowite noclegi np. noc w jurcie, wiatraku albo zamku! 
  • możliwość wyboru interesującej nas lokalizacji
  • dużo cennych wskazówek od gospodarzy - w Sewilli przemiła dziewczyna czekała już na nas z mapą, na której wszystko, co ważniejsze było już zaznaczone, łącznie z tym, gdzie iść na piwo, gdzie zjeść i gdzie na flamenco. 




10 genialnych noclegów Airbnb:

  1. Shabby chic w Toskanii - Włochy, 197 zł/noc.
  2. Niezwyczajny namiot po środku lasu - Wielka Brytania, 492 zł/noc.
  3. Nocleg w jurcie - Czechy, 221 zł/noc. 
  4. 600letni zamek - Irlandia, 573 zł/noc.
  5. Autobus-dom po środku lasu - Szwecja, 476 zł/noc
  6. Klimatyczne rancho w otoczeniu zwierząt - USA, 290 zł/noc.
  7. Domek na drzewie - Hawaje, 345 zł/noc.
  8. Mieszkalny kontener, genialny design - Hiszpania, 619 zł/noc.
  9. Dom na wodzie w centrum Amsterdamu - Holandia, 530 zł/noc.
  10. Bardzo ładny apartament blisko plaży - PL, Gdańsk, 101 zł/noc.


 Zdjęcia pochodzą ze strony http://airbnb.com

 

Mam nadzieję, że wpis Wam się przyda. Macie jakieś sprawdzone sposoby na nocleg w podróży?


Lwów to jedno z najlepszych miast na świecie. Wracam do niego zawsze z niesamowitym sentymentem. Jeśli podobało Wam się w Krakowie, to w jego ukraińskiej wersji na pewno się zakochacie, tak samo jak ja. Mimo znacznego zaniedbania, niszczejących budynków i starych kamienic, ma niesamowity klimat, którego nie można mu odmówić. Podczas planowania naszego pierwszego wyjazdu na Ukrainę, korzystałam zarówno z papierowych przewodników jak i z internetowych relacji. Wspominałam już o tym, że kuchnia, to jeden z moich nieodzownych elementów "zwiedzania", tak samo jak muzea czy ważne zabytki. Trudno było mi jednak znaleźć na blogach kulinarne adresy, które trzeba odwiedzić, a które nas nie rozczarują - czasem internetowe "perełki" okazywały się totalną porażką. Po trzeciej wizycie w mieście, udało mi się wypracować własną listę wyjątkowych restauracji, do których wracam, a które bezapelacyjnie mogę polecić. Poniżej przedstawiam adresy, gdzie warto zjeść śniadanie, pójść obiad albo wypić kawę.





Na śniadanie

Cafe Centaur 
Adres: Rynok 1
Klimatyczna knajpka z patio na lwowskim Rynku. Pyszne, tanie śniadania i cudowna, brzoskwiniowa herbata, której trzeba spróbować. Poza tym kelnerzy mówią płynną polszczyzną, co dodaje temu miejscu +100 punktów do bycia ekstra!



Lviv Croissants  
Adres: Prospekt Svobody 9
Nowe miejsce na mapie miasta. Otworzona w 2015 roku mała knajpka serwująca rogale w różnych wersjach (czekolada i banan to połączenie idealne!) + pyszną kawę. Taki zestaw śniadaniowy, będzie nas kosztował około 5 złotych.

 



Na kawę i deser

Lwowska kopalnia kawy 
Adres: Rynok 10
Jedna z moich ulubionych kawiarni. Odwiedzam ją zawsze ze względu na cuda, które tam serwują, wyjątkowy klimat, a także sklep, z którego można przywieźć wyjątkowe pamiątki i kawę z całego świata w pięknej oprawie. W podziemiach możemy zwiedzać niby-kopalnię. Ciekawostką jest to, że kelnerami są tam tylko mężczyźni, którzy mają piękne, brązowe fartuchy i chodzą w muchach ;-)



Lwowska Manufaktura Czekolady 
Adres: Serbska 3
Kto był w Manufakturze w Polsce, ten na pewno wie, że to istny raj dla czekoladoholików. Można kupić tam przepiękne czekolady w różnych wersjach, zobaczyć jak wygląda proces produkcyjny i spróbować pitnej wersji skomponowanej wg. własnego uznania. Polecam mieszankę mlecznej z deserową - niebo!



Jeśli interesuje nas kawa na wynos, to warto skorzystać z wózków, które stoją na zarówno Rynku jak i na Prospekcie Svobody. Tania, pyszna, szybka.




Na obiad

Centaur 
Po raz kolejny, tym razem w wersji obiadowej, jeśli szukacie najlepszego barszczu. Podawany jest tu z bułeczkami faszerowanymi mięsem albo grzybami i kapustą - pycha!

Międzynarodowy Fundusz Pierogowy  
Adres: Kathedralna 3
Idealne miejsce na obiad w wersji cheap. Bardzo duży wybór pierogów - od klasycznych, przez sakiewki, po te gotowane w rosole. Jedna porcja to około 5 zł. Znajduje się na przeciw Katedry Łacińskiej.


Puzata chata 
Adres: Sichovykh Striltsiv 12, Shevchenka Ave 10, Mechnykova 33.
Sieciówka z jedzeniem na wagę, którą można spotkać w kilku miejscach we Lwowie. Bardzo duży wybór, pełen wachlarz ukraiński dań. Od naszej pierwszej wizyty ceny znacznie poszły w górę, choć wciąż są one dla nas w granicach (taniego) rozsądku. Polecam spróbować tu zupy, a przede wszystkim soljankę, czyli tradycyjną, ukraińską, w której można znaleźć dosłownie wszystko - raz trafiły nam się oliwki i cytryna!


Kumpel 
Adres: Volodymyra Vynnychenka 6
Restauracja, która pojawi się jeszcze w innej kategorii. We Lwowie uważana za jedną z droższych, a przede wszystkim - za jedną z lepszych. Nie trzeba się jednak obawiać, bo przy obecnym kursie hrywny, większość jest dla nas porównywalna ze średnim obiadem w Krakowie. Wyszukana karta, z której dla nas numerem jeden są pierogi, Julienne i kurczak w grzankach. Poza tym prowadzą własny wyrób kiełbasek i pędzą własne alkohole. Genialne miejsce!



Lwów pod względem turystycznym rozwija się bardzo prężnie - wciąż powstają nowe knajpki, koncept bary i kawiarnie, które nie sposób zliczyć. Wszystkie podane przeze mnie miejsca położone są w okolicach Rynku lub w zasięgu krótkiego spaceru od centrum. W kolejnym poście opowiem Wam, gdzie najlepiej wybrać się na romantyczną kolację, gdzie na piwo ze znajomymi, a gdzie serwują czekoladową wódkę!

Chciałam zamknąć sprawę Izraela w dwóch wpisach, ale chyba nie będzie to możliwe ze względu na...ilość zdjęć, jaką mam do pokazania. ;-) A tak poważnie, pomimo tak krótkiego pobytu można byłoby o tym kraju opowiadać wiele i cieszę się, że mogłam to sprawdzić na własnej skórze. Wychodzimy z Małżem z założenia, że na świecie jest tyle cudownych miejsc, że na razie szkoda Nam czasu, aby wciąż wracać do tych samych miast czy krajów, stąd ta część świata na pewno szybko do Nas nie wróci. Jeśli wciąż zastanawiacie się jednak czy warto lecieć, to jeśli nie przekonają Was moje zdjęcia, lato w zimie albo kąpiel w najbardziej zasolonym zbiorniku wodnym na świecie, to niech przekona Was cena lotu na luty: sprawdźcie! Poniżej przedstawiam 5 faktów, o których powinniście wiedzieć przed wylotem do Izraela.


1. Prawo jazdy, wynajem auta, kierowcy.
Każdy jeździ jak chce, jedyną obowiązującą zasadą jest klakson, który na odcinku jednego kilometra możesz usłyszeć ze sto razy. Trąbią, żeby jechać szybciej, żebyś wpuścił go na swój pas, że już zielone (jakbyś przypadkiem był niewidomy) albo po prostu pozdrawiają znajomego, który jedzie w drugim samochodzie. Na stronach wypożyczalni samochodów jest adnotacja o międzynarodowym prawie jazdy. Jak szaleni biegaliśmy w piątek (kilkanaście godzin przed lotem), żeby udało się wyrobić nowe dokumenty, po czym na miejscu Pan poprosił prawko z Polszy...


2. Szabat. 
Trwa od zmroku w piątek do zmroku w sobotę, co oznacza, że wówczas pracują tylko Arabowie. O tyle komplikuje to sprawę, że w wielu miastach 70% sklepów czy restauracji należy do Żydów, przez co lepiej do południa zaopatrzyć się w produkty niezbędne następnego dnia.



3. Zakupy i podejście do klienta.
Żegnaj Europo z opcją "klient - nasz pan"! Absurdalna sytuacja dnia pierwszego: przyjeżdża bus, który ma odebrać nas z lotniska i za subtelną kwotę 40$ (sic!) ma nas zawieść do Tel Awiwu. Pan informuje nas jednak, że przejazd nie jest bezpośredni, a mianowicie: przewożą nas jeszcze 60 km na południe, wysadzają nas pod centrum handlowym, zostawiają na 3h, po których dopiero po nas wrócą. Następnie jedziemy do Tel Awiwu, w którym wszyscy mają być rozwiezieni po hotelach, ale Pan stwierdził, że lepszą opcją dla niego jest wysadzenie nas wszystkich w jednym miejscu. Na obrzeżach centrum. O 23. W sobotę. Dodam tylko, że musieliśmy dostać się jeszcze do mniejszej miejscowości położonej jakieś 20 km dalej. Dla odmiany na targu po stronie arabskiej dla wszystkich jesteś "maj friend", wszyscy mają "gut prajs", ewentualnie pomylą Cię z Rosjanami "zdrastwujcie".


4. Lotnisko, wiza, badania.
W naszym przypadku cała procedura na lotnisku zarówno w jedną jak i w drugą stronę była wręcz ekspresowa i przebiegała bezproblemowo, ale byli też tacy, których pytano nawet o stan uzębienia ;-) Problem może stanowić pieczątka innego kraju np. Iranu, ale o tym możecie przeczytać we wpisie Karola z kolemsietoczy.pl Uważam więc, że lepiej wymienić paszport niż marudzić, że spędza się na lotnisku kilka dodatkowych godzin, ale co ja tam mogę wiedzieć ;-) Wiza wbijana jest na lotnisku na 3 miesiące. Tak, wbijali. Tak, wbijali, nawet jeśli ktoś prosił, żeby tego nie robić. Jeśli chcesz zostać w kraju na dłużej, potrzebne Ci będą badania w kierunku obecności wirusa HIV. Jest to o tyle ważne, że w kraju dotąd współczynnik osób chorujących na AIDS był niski, a od kilku ostatnich lat zaczął niebezpiecznie wzrastać.


5. Ceny.
Ceny straszą i Ci, którzy pisali o tym w swoich relacjach, nie przesadzali. Przelicznik jest łatwy, bo 1 NIS (nowy szekel izraelski) kosztuje teraz 1,017 zł, więc traktujemy to 1:1. Różnica jest taka w porównaniu z Polską, że tam najniższa krajowa wynosi na dzień dzisiejszy 4 650 szekli, a więc nie powinny też dziwić wysokie ceny produktów. To, co jest niesamowicie tanie, dobre i obowiązkowo powinno być przywiezione jako pamiątka to...przyprawy! 3,5-5 NIS za 100 g PRAWDZIWYCH, cudownie pachnących, pysznych.


Mam nadzieję, że wpis chociaż na chwilę oderwie Was od przedświątecznych obowiązków!

Gen podróżnika prawdopodobnie odziedziczyłam po Dziadkach, którzy jechali do końca kontynentalnej Grecji Maluchem z czwórką małych dzieci, ciągnąc za sobą dużą, campingową przyczepę, a później płynęli jeszcze kilkanaście godzin promem na wyspę. Przed ciągłym lataniem po świecie powstrzymują mnie tylko dwie rzeczy - pieniądze i czas. I pomimo tego, że nie chcę rzucić wszystkiego, i starać się być drugą Martyną Wojciechowską, Pawlikowską czy inną travel-woman, to uwielbiam ten moment, gdy walizki są już spakowane. Uwielbiam dzielić się wspomnieniami i doświadczeniami przywiezionymi z odwiedzonych miejsc. Chętnie odpowiadam na pytania i udzielam wskazówek, ale moje posty nie są typowymi przewodnikami, bo czuję, że to nie moja broszka. Nie potrafię znaleźć sposobu na najtańsze podróżowanie, bo nie kręci mnie spanie w centrum handlowym i wożenie w walizce kilograma ziemniaków z Polski. Nasze wyjazdy zawsze są w granicach zdrowego rozsądku (i portfela), nie potrzeba nam pięciogwiazdkowych hoteli czy SPA, ale wiem, że niektórzy robią to dużo taniej.


Izrael od dawna był moim punktem na liście "must visit" ze względu na fascynacje żydowską kulturą i religią. Skutecznie odstraszały nas jednak ceny biletów, więc gdy tylko pojawiły się na fly4free.pl oferty tanich przelotów, nie zastanawialiśmy się zbyt długo. Równe trzy miesiące po powrocie z Eurotripu byliśmy już na innym kontynencie. Gdybym musiała użyć jednego słowa do określenia tej części świata, to byłby to: KONTRAST. Widać go w kulturze ludzi należących do różnych religii, ubiorze i wyglądzie zewnętrznym. Bez problemu można odróżnić dzielnice miasta rozdzielone na część arabską i żydowską. Obok pięćdziesięcio piętrowych wieżowców stoją rozwalające się domy z górą śmieci przy płocie. Gdy jedni świętują, dla drugich toczy się kolejny zwykły dzień. Można jednocześnie poczuć biedę i bogactwo. A pomiędzy tym wszystkim gdzieś wciśnięty jest mur.


Czy ten kraj mnie rozczarował? Na pewno nie, choć myślałam, że moja chrześcijańska wiara zostanie tam bardziej rozbudzona. Niestety katolicy nie mają tam żadnego znaczenia. Droga Krzyżowa to bazar w arabskiej części, gdzie pomiędzy stragany z zabawkami, przyprawami i biżuterią, wciśnięte są pojedyncze stacje. W Jerozolimie na każdym kroku widać ozdoby nawiązujące do Chanuki, a nie stoi tam ani jedna choinka. Wszędzie można kupić jarmułkę, menorę czy mezuzę w wersji retro, vintage czy nowoczesnej, ale problemem jest kupić medalik z rzymskokatolicką Matką Boską czy różaniec, który akurat nie był produkowany w Chinach. Zbawiennie odwiedziliśmy jednak Nazaret, w którym czułam się...swojsko. Tam znaleźliśmy czas adwentu, wyjątkową szkołę i świąteczny bazarek u Salezjan i Bazylikę Zwiastowania, którą wspominam najlepiej ze wszystkich odwiedzonych świątyń. Czy ten kraj mnie zaskoczył? Zdecydowanie tak, ale o tym jeszcze w kolejnych postach.... ; -)


Przez ten tydzień żyłam wyłącznie podróżą. Nie interesowało mnie to, co dzieje się na uczelni, ile muszę zrobić po powrocie i jakim torem toczy się sprawa z Trybunałem Konstytucyjnym. W wyjątkowy sposób mogliśmy po prostu uciec i celebrować życie. I pomimo tego, że był to cudowny czas, to w niezmienny sposób kocham być w domu. Oprócz tego, że udało mi się spełnić moje wielkie marzenie, to przywiozłam stamtąd jedną bardzo ważną myśl: nie chcę, by nadchodzący rok uciekł mi przez palce. Czeka nas wyjątkowy czas...



Oby zdjęcia Wam się spodobały, bo to dopiero początek... ; -)
Obsługiwane przez usługę Blogger.