Na blogach coraz więcej świątecznych przepisów, w galeriach choinki i świecidełka. Chyba tylko w radiu nie puszczają jeszcze "Last Christmas". Uwielbiam ten czas i zawsze z utęsknieniem na niego czekam. Zupełnie nie przeszkadza mi to, że renifery stają się modnym motywem już pod koniec października ani to, że na Rynku będzie można za niedługo spotkać przebrane Śnieżynki i Mikołaja. Nie lubię dopisywać ideologii czy szukać drugiego dna zarówno w przypadku tych ważnych jak te świąt, jak i w przypadku tych błahych jak np. Walentynki. Możesz się z czymś nie zgadzać, ale czy naprawdę trzeba szkalować te ubrane drzewka i gwiazdy betlejemskie? To nie Twój klimat? Żaden problem! Przeżywaj ten czas na swój własny, określony sposób albo nie przeżywaj go wcale, ale pozwól innym cieszyć się tym naprawdę radosnym okresem, nawet jeśli zechcą chodzić w czapce Mikołaja całą zimę.

Powoli zaczynam kompletować zimowe przepisy. Latem moimi ulubieńcami są zawsze makaron z truskawkami i truskawkowa margarita. Zimą stawiam na coś przyjemnego, ciepłego, pachnącego imbirem i goździkami. Grzaniec, nalewka pomarańczowa i kawa. Ostatnio pokazywałam Wam pomarańczową, ale moje eksperymenty jeszcze się nie skończyły i dziś przychodzę do Was z... bananem.

 

Przepis na kawę bananową.
Czego potrzebujesz?
  • banan
  • kawa
  • mleko
  • cukier waniliowy
  • likier waniliowy


 Jak to zrobić?
  • Do blendera koktajlowego (tak, serio się to tak nazywa) wrzucamy pokrojonego na małe kawałki banana, dosypujemy kilka łyżeczek kawy wg. uznania (u mnie trzy) + kilka łyżeczek (w zależności jak bardzo słodką kawę lubicie) cukru waniliowego.
  • Podgrzewamy mleko, które (ciepłym, nie wrzątkiem!) wlewamy do blendera. Dodajemy odrobinę likieru waniliowego (no chyba, że jest to już piątek wieczorem, to "odrobina" może być nieco większa)  i wszystko miksujemy.
  • Przelewamy do szklanki i gotowe.

Uwagi: Nie jesteś fanem likieru? Nie ma problemu, ten składnik możesz spokojnie ominąć i wzbogacić to o laskę wanilii. Nie masz ochotę na wersję hot? Wystarczy ciepłe mleko zastąpić tym prosto z lodówki.


Następny post będzie o...Teściowej. Mam nadzieję, że te cudeńka powyżej pomogą Wam przełknąć ten trudny temat ; -)
 
Wczoraj mieliśmy przyjemność obejrzeć najnowszego Bonda. Jeśli chodzi o filmy, to nie jestem raczej krytykiem i znawcą, bo produkcja musi być wyjątkowo beznadziejna, żebym puściła kilka gorzkich słów, wyszła z kina albo zasnęła w czasie seansu. Ponadto kocham serię o agencie 007 od najmłodszych lat, gdy w sobotnie popołudnie puszczali na Polsacie "Dr. No", którego oglądałam razem z Dziadkiem. Do wielu starych filmów wracam z sentymentem - jak choćby tych z Louis'em de Funes'em. "Spectre" mogę podsumować krótkim "polecam", bo standardowych recenzji znajdziecie na blogach więcej niż przepisów na zupę dyniową w październiku. Jako rekompensatę przedstawiam przegląd magicznych trójek prosto z Bonda.

3 najlepszych Bondów:
Daniel Craig, Pierce Brosnan, Sean Connery. Pierwszy to ten najbardziej aktualny, z seksownym spojrzeniem. Brosnan to ten, który zadebiutował jako Bond w "GoldenEye" obok absolutnie cudownej Izabelli Scorupco. I ostatni - mój osobisty faworyt - Connery, czyli przystojniak w szarym garniturze jeżdżący Sunbeam'em Alpine'm.


3 najpiękniejsze dziewczyny Bonda:
Honor Blackman, Carole Bouquet, Diana Rigg. Mam słabość do kobiet dawnych lat - naturalnie pięknych o wyjątkowej urodzie, które nie powielają ówczesnych trendów. Aktualna dziewczyna Bonda, czyli Léa Seydoux jest również przepiękną kobietą, która jednak odbiega od schematu seksbomby takiej jak Monika Bellucci, która zagrała w "Spectre" małą rólkę, o której media trąbią jakby była ważniejsza od samego Craiga.


3 genialne samochody:
Aston Martin DB5, Citroën 2CV, Cadillac De Ville Uwielbiam stare samochody! Ten model Citroëna mieliśmy przyjemność spotkać w tym roku na jednej z francuskich ulic i jest absolutnie genialny, chociaż i tak De Ville jest najbliższy mojemu sercu, bo właśnie nim jechaliśmy do ślubu ;-)


3 najlepsze zegarki:
Seiko M354 Memory-Bank Calendar, Omega Seamaster 2531.80, Rolex Submariner 5513, z czego pierwszy to absolutna klasyka gatunku, który chyba znają wszyscy. 


3 wyjątkowe miejsca:

Lodowa Laguna - Jökulsárlón (Islandia), Wodospady Iguazú (Argentyna), Góry Highland (Szkocja). Od naszej podróży do Czarnogóry jestem zafascynowana naturą - dużo częściej zachwyca mnie o wiele bardziej niż wielkie budowle czy muzea, stąd mój wybór padł na te trzy wyjątkowe miejsca, chociaż na liście można by umieścić dużo więcej tych obowiązkowych do zobaczenia jak choćby Stambuł czy Zamek Chantily.


A Wy byliście już w kinie? ;-)

Zastanawialiście się w ilu miejscach na świecie piliście już kawę? Ja próbowałam jej w Turcji, Grecji, Austrii, Włoszech, Szwajcarii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Holandii, Ukrainie, Serbii, Chorwacji, Czarnogórze i w kilkudziesięciu (a może kilkuset?) miejscach w Polsce. Najlepiej wspominam wersję turecką - przez wyjątkowy smak i intensywność - oraz tę na Ukrainie. Podczas naszych wizyt we Lwowie raczyłam się nią w wielu miejscach. Do dziś wspominam maleńką kawiarnię, w której były tylko dwa, okrągłe stoliczki, stara waga i drewniane kredensy zapełnione słojami z ziarnami kawy. Można było tam dostać zarówno te, które kosztowały 10 hrywien (za 100g!) jak i te, które kosztowały 1000. Niestety w ciągu półtorej roku, pomiędzy naszymi dwoma wizytami w mieście, kawiarnia została zlikwidowana, a pomieszczenie powiększone - aktualnie znajduje się tam jedna z wielu knajp z jedzeniem europejskim. Jeśli kiedyś będziecie mieli okazje zawitać do tego miasta, to koniecznie musicie odwiedzić Kopalnię Kawy - jeden z nowych conceptbarów, który znajduje się na rogu Rynku. Oprócz tego, że możecie wypić tam naprawdę cudowne, gorące napoje i zjeść pyszne ciasto, dostaniecie tam piękne kubki, filiżanki i inne akcesoria, to można tam kupić kawę z różnych miejsc świata - ja przywiozłam sobie mocną, brazylijską, którą do dziś uważam za jedną z najlepszych na świecie.


Wieczory z kawą i książką, to jeden z moich ulubionych, stałych motywów, których sobie nie odmawiam, jeśli tylko pozwoli mi na to czas. Oprócz tego, że standardowo wypijam w ciągu dnia kilka zwykłych z mlekiem, lubię eksperymenty. I tak moim ostatnim odkryciem jest ta z mlekiem kokosowym, druga z syropem o smaku leśnych owoców oraz pomarańczowa - jesienna faworytka. Spróbujcie, bo jest naprawdę genialna.

Czego potrzebujesz?
  • kawa - wedle uznania
  • świeżo wyciskany sok z pomarańczy
  • goździki, imbir, kardamon, cynamon
  • śmietana
  • cukier waniliowy

Jak to zrobić?
  1. Kawę parzymy z goździkami, odrobiną imbiru i kardamonu. W tym czasie wyciskamy sok z pomarańczy (u mnie na 1 kubek wystarczyła soczysta połówka, ale im damy go więcej, tym bardziej intensywny będzie smak).
  2. Ubijamy śmietanę z cukrem waniliowym (u mnie śmietana kremówka 30% i łyżeczka cukru, ale można też kupić gotową bitą śmietanę i darować sobie ubijanie ;-) ).
  3. Do kawy wlać sok, na górę śmietanę. Posypać cynamonem i startą skórką pomarańczy.


Próbowaliście kiedyś takiej kawy? Macie swoje sprawdzone, kawowe przepisy? ; -)
Obsługiwane przez usługę Blogger.